Affogato w Wielki Czwartek

Affogato w Wielki Czwartek

Affogato w Wielki Czwartek

Śnieżna kołderka pokryła trawnik i taras. Patrzę na to z lekkim niedowierzaniem przez czyściutkie okna. Dzieci z mężem urzędują na piętrze, a ja usadowiłam się w bezpiecznej od nich odległości z laptopem i affogato w filiżance. Skoro zima wciąż trwa, to lepiej od kalorycznych pyszności nie stronić – do gorącej kawy z lodami dodałam łychę bitej śmietany.

Najchętniej lepiłabym pierogi z kapustą i grzybami, parzyła gorącym mlekiem mak na makowce. Żółciutkie żonkile pyszniące się w wazonie i palma zatknięta przy zegarze wyglądają niestosownie, jakby mi się święta pomyliły. Sernik na zimno? Za zimno mi na sernik na zimno. Najchętniej zapaliłabym świecę o zapachu cedru i cynamonu. Założyłam bluzę Marcina, otuliłam najsłodszymi i najcięższymi perfumami jakie mam i pewnie za chwilę napalę w kominku.

Nie lubię marca, tym samym nielubieniem, jakim nie lubię listopada, czy też pobudek o 2:30. Marzec i listopad to taki stan zawieszenia pomiędzy porami roku, oczekiwanie w stanie hibernacji. A patrząc na mój rytm okołodobowy, to o 2:30 czekam na 4:00, bo od niej jedynie żabi skok do 5:00, a 5:00 uznaję już za poranek i przestaję czuć się jak nieśpiący dziwoląg.

Skoro taki optymizm tryska z powyższych zdań, dodam jeszcze informację, że zamieszczonego na zdjęciu w poprzednim wpisie chomika zamordował nasz kot. Otworzył klatkę, wyciągnął i zabił. Jaśmince wstawiliśmy kit, że kot otworzył klatkę, a jej prezent urodzinowy skorzystał i uciekł do lasu by zamieszkać z dzikimi myszkami. Stało to nasze dziewczątko z noskiem przyklejonym do szyby w drzwiach wejściowych i wypatrywało czy chomiczek może jednak wraca do domu. Kot ma od tego czasu przerąbane, patrzę na niego najbardziej jaszczurczym spojrzeniem na jakie mnie stać. Instynkt instynktem, mam to gdzieś, chomik był członkiem rodziny i tyle. Nie mogliśmy zostawić córki z pustą klatką i wyrwą po prezencie. W związku z tym mamy kolejnego chomika – tym razem Jaśminka sama wybrała chomika dżungarskiego płci żeńskiej i nadała mu imię Chrupeczka. Zapowiedziałam, że jeżeli historia się powtórzy, to po pierwsze mordercy kryć nie będę, a po drugie sama gołymi rękoma zamorduję.

Jakieś dwadzieścia pięć procent wolnej powierzchni w garażu zastawione jest kartonami i torbami z ankietami, które czekają na przeniesienie do elektronicznej bazy danych. Mam wrażenie, że do śmierci tego nie zrobię, a już na pewno nie nastanie wiosna dopóki ten złóg pod naszym dachem będzie obecny. Sprawy firmowej papierologii delikatnie przemilczę, bo ZAPEWNE całe zastępy urzędników skarbowych czytają moje wpisy i o płaconych po omacku podatkach nie należy wspominać. No i na dokładkę odkryłam, że pewne pani rwie mojego męża. Mężowi niezręcznie, za to nasz były szef ma ubaw jak stąd do Warszawy, a z Warszawy do Olsztyna. A co ja mam w związku z tym? Nic. Ja mam to w dupie, bo pani jest starsza, a co za tym idzie bardziej obwisła ode mnie.

O, na piętrze jakieś krwawe ruchawki się zaczynają. To oznacza, że młody samiec jest głodny i trzeba iść, by dla wszystkich utłuc jakiegoś kotleta.

Ala



2 thoughts on “Affogato w Wielki Czwartek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *