Znów upadłam i znów wstaję

Znów upadłam i znów wstaję

Znów upadłam i znów wstaję

Zdemolowano mi bezmiksera. I to jeszcze tak elegancko, że przez długi czas nie mogliśmy się zorientować jakim cudem strona niby jest, a tak naprawdę jej nie ma. Szczęśliwie udało nam się odzyskać treść przepisów, wstawiam więc je mozolnie na zbudowaną od nowa stronę.

Plusem tej sytuacji jest to, że struktura strony zostaje zmieniona, a nie mogłam zabrać się do tego od roku. Poza tym postanowiłam wrzucić tu moje zapiski rodzinne, które prowadzę od lat na innej stronie. Ta bilokacja mi nie służyła. Na bezmikserze nie mogłam opędzić się od wtrętów prywatnych, a na stronie osobistej od kulinarnych. Teraz to wszystko będzie wreszcie uporządkowane.

Oczywiście zajmie mi sporo czasu ponowne wstawienie ponad 300 przepisów i przeniesienie tu kilkuset wpisów osobistych, ale doping najbliższych motywuje mnie do dłubaniny.

Zerknęłam właśnie na cudne-manowce, które ze chwilę znikną z internetowych czeluści i zobaczyłam ze zgrozą, że ostatni wpis z naszego rodzinnego pamiętnika zamieściłam w czerwcu. Czwarta ciąża za chwilę dobiegnie końca, a ja o niej ani mru mru na piśmie. Tak, teraz na pewno napłyną kwiaty i gratulacje z całego świata 😉

Tak jak w czerwcu pisałam o powrocie Marcina do ratownictwa medycznego, tak w grudniu mogę napisać o jego wycofaniu z branży medycznej i powrotu do branży rolniczej. 240 godzin miesięcznie spędzanych poza domem przekraczało wytrzymałość każdego z nas. Oby wprowadzone dość gwałtownie zmiany przełożyły się na spokojniejsze życie naszej rodziny.

W przyszłym tygodniu wchodzę w ósmy miesiąc ciąży, do rozwiązania już tylko chwila. Nasze najmłodsze dziecko pozwoliło rozwiać dotychczasowe wątpliwości odnośnie jego płci i pięknie zaprezentowało się podczas ostatniego usg – mamy drugiego synka 🙂

Jestem przeszczęśliwa – dwie córeczki i dwóch synów, jak na zamówienie. Nie lubię jednak zbyt grubej warstwy lukru, więc nie lukrujmy za bardzo – jestem zmęczona, dokuczają mi koszmarne żylaki, czasem czuję się strasznie zużyta. Chciałabym więcej ciszy, przespanych nocy, późniejszych pobudek. No i znów poród przede mną. I znów się boję, znów to wypieram.

Mój lekarz prowadzący śmieje się ze mnie i zapewnia, że nie da się nie urodzić. Wiem, że się nie da, ale jeszcze mogę się połudzić, że jakoś to obejdę. Za to nasz były szef (pediatra) informację o ciąży skomentował następująco – czworo dzieci to nie jest dużo, ale to już coś 🙂

A oto i moje „cosie” w ulubionej czarno-białej wersji:

Ala

 



4 thoughts on “Znów upadłam i znów wstaję”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *